Nie przenoście nam kultury do stolicy…

18062009(002)

Po hucznych obchodach 25-lecia odzyskania niepodległości nie ma już śladu. Tak samo jak trudno znaleźć ślad jakiegokolwiek urzeczywistnienia jednego z haseł, jakie ćwierć wieku temu nie schodziło z ust wielkich tego świata. Tym hasłem było magiczne słowo „decentralizacja”.

W świecie kultury instytucjonalnej ono wciąż istnieje, zaś zastosowanie cudzysłowu jest tu jak najbardziej na miejscu. Finansowanie kultury bowiem jest naprawdę zdecentralizowane i przerzucone głównie na barki samorządów, zaś funkcjonowanie merytoryczne wciąż bywa – w dużym uproszczeniu – zależne od instytucji o statusie narodowym i narodowego urzędu kultury (MKiDN). Dlaczego tak się dzieje, że większość narodowych instytucji kultury – oczywiście tych finansowanych z pieniędzy podatników – ma swoje siedziby w Warszawie? Czy „stoliczność” w dzisiejszych czasach wciąż powinna być wystarczającym uzasadnieniem dla lokowania najważniejszych – by nie rzec: centralnych – instytucji w stolicy? Czytaj dalej

Reklamy