Wypijmy za nowy podatek od chciwości

Upadł – zdaje się – chytry pomysł rozszerzenia wykazu urządzeń objętych opłatą reprograficzną o smartfony i tablety. Wpadły na niego już rok temu organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi z ZAiKS na czele. To zapewne efekt burzy mózgów i długotrwałego zastanawiania się nad zwalczaniem piractwa największych speców od żywienia się na twórcach w imię troski o nich samych.

Opłata reprograficzna, zwana często umownie podatkiem od piractwa, jest kilkuprocentową częścią ceny urządzenia kopiującego lub czystego nośnika. Miała ona z założenia stanowić poniekąd zadośćuczynienie dla twórców z tytułu tzw. utraconych korzyści, np. z tym, że ktoś zamiast kupić na własny użytek płytę artysty, nagra ją za pomocą nagrywarki na czysty nośnik. W praktyce opłatę tą ponosi klient (jakżeby inaczej), zaś faktyczne pieniądze producenci i importerzy wpłacają na konto np. ZAiKS, który zobowiązany jest ją rozdysponować wśród artystów. Potrącając sobie z tego pierwej sutą prowizję.

Wymyślenie kolejnego quasi podatku, który z powodzeniem można nazwać haraczem jest dużo łatwiejsze i prostsze, niż poszukiwanie sposobów na ograniczenie piractwa i szybkiego transferu należnych artystom tantiem. A jest o co walczyć, bo tort ten szacowany jest na ok. 330 mln zł rocznie. Czyli takimi pieniędzmi DODATKOWO mogą obracać organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, zanim odliczą sobie prowizje i przekażą pieniądze twórcom. Szacuję, że dla ZAiKS byłoby to nawet podwojenie rocznych obrotów!

Z tego też powodu wrzesień i październik zdominowała medialna jatka pomiędzy gł. ZAiKS, a przedstawicielami producentów i importerów urządzeń, które miały być objęte kolejnym podatkiem. Na łamach mediów ZAiKS narzekał, że sprzedaż dotychczasowych nośników maleje, przez to wpływy z opłaty reprograficznej są nieznaczne. Kiedy na łamach mediów tak znany artysta jak Kazik Staszewski zakwestionował zasadność wprowadzania podatku, wówczas ten sam ZAiKS na FB Dziennika Internautów poinformował, że jednak te opłaty są znaczne i artyści nie powinni psioczyć. Zresztą mniejsza o żenujące spory.

Mnie natomiast nurtują dwie kwestie. Pierwsza to taka, czy aby na pewno smartfony i tablety należało traktować jako urządzenia mające wpływ na zmniejszanie wpływów dla twórców? Z jednej strony rzeczywiście mogą kopiować, skanować, fotografować. Jednak z drugiej strony to właśnie dzięki nim, poprzez ułatwienie dostępności rozwinął się niesłychanie system dystrybucji treści kulturalnych. Udostępnienie pobierania treści poprzez mikropłatności zwiększyło wpływy dla twórców i niewątpliwie przyczynia się do spadku poziomu piractwa. Niewątpliwie te urządzenia przyczyniają się do wzrostu popytu na treści będące wytworem kreatywności i wiedzy twórców. Bez nich byłyby tylko telefonami i komunikatorami. Dlatego też dobrze się stało, że minister gospodarki wespół z ministrem od cyfryzacji nie bardzo się godzili z propozycją pani minister od kultury przyciśniętej przez ZAiKS i przedstawicieli innych organizacji. To, co minister kultury planowała wprowadzić w drodze rozporządzenia, w oczach ministra gospodarki wymagało nawet zmiany ustawy. Wszystko wskazuje więc na to, że Pani minister z pomysłu opodatkowania obywateli od zakupu smartfonów i tabletów rozsądnie się wycofa, rozszerzając listę urządzeń objętych opłatą reprograficzną jedynie o karty pamięci itp. nośniki.

Druga kwestia, która zaczęła mnie nurtować wskutek tej awantury (i która to coraz częściej podnoszona jest podczas rozmów kuluarowych), to wiarygodność liderującemu powyższemu pomysłowi ZAiKS. Im bardziej widzę potrzebę istnienia OZZ w obecnym systemie ekonomiczno-prawnym, tym większy niepokój budzi kierunek, w jakim ta konkretna organizacja podąża. Z punktu widzenia menedżera publicznej instytucji kultury, opłaty jakie tytułem tantiem dla twórców wpłacam na ZAiKS są dla mojej instytucji obok VAT i subwencji dla PISF największym podatkiem, jaki corocznie odprowadzam na konta tej organizacji. Przemnożywszy to przez liczbę mniejszych i większych instytucji kultury w kraju plus inne zobowiązane podmioty daje to kwotę setek milionów złotych rocznie. Te pieniądze trzeba – po odliczeniu prowizji – przekazać następnie twórcom: zarejestrowanym w ZAiKS lub innych OZZ oraz całej rzeszy niezrzeszonych.

W jaki sposób ZAIKS przekazuje tantiemy tysiącom twórców niezrzeszonych, w imieniu których na mocy ustawy pobiera należne im wynagrodzenia? Z jaką troską ich szuka, znając w większości z imienia i nazwiska adresatów świadczeń? Na przykład umieszczając niemało płatne ogłoszenie w gazecie masowo czytanej przez artystów, dajmy na to Dzienniku Gazecie Prawnej. Na specjalistycznych stronach dedykowanych gospodarce, czytanych przez artystów w szczególności. Jeśli adresat jakimś cudem znajdzie już takie ogłoszenie (w lewym dolnym rogu), zawsze może uzyskać dodatkowe informacje w czasie dogodnym dla siebie pod warunkiem, że będzie to wtorek lub piątek od 12.00 do 14.00. Zresztą proszę spojrzeć poniżej – przykład może nie pierwszej świeżości, ale dokładnie ilustrujący troskę ZAiKS o twórców.

SNC00417

Tantiemami niezrzeszonych w ZAiKS twórców, których „nie można odnaleźć”, firma obraca i czerpie z nich korzyści. ZAiKS jest jednak organizacją non profit. Nie może wprost transferować zysku, musi wpierw przeznaczać go na cele statutowe. Jak to się robi, dokładnie jest zilustrowane w filmie „Miś” Stanisława Barei (zamieszczam poniżej).  Można na przykład zakupić za prę milionów pałac, którego wcześniej nikt, kto umie liczyć pieniądze, nie chciał kupić (vide tegoroczny zakup przez ZAiKS pałacu w Janowicach). Celem statutowym niech będzie utworzenie Domu Pracy Twórczej. On będzie odpowiadał żywotnym potrzebom środowiska twórczego i nikt nie zapyta, po co on jest. Zapłaci się za remont, koncepcje, promocję. Opłaci się specjalny zespół powołany do zbadania, co da się z tym nabytkiem zrobić. Może obiekt będzie wymagał jakichś ekspertyz? Zapłaci się. Wszystko się zapłaci. Nawiąże się owocną współpracę z kilkoma instytucjami za pełne stawki godzinowe. A ludziom i niedowiarkom powie się, że to jest Dom Pracy Twórczej na skalę naszych możliwości! I to nie jest nasze ostatnie słowo! A co się zrobi, kiedy okaże się po latach wydatków, że inwestycja była chybiona?  Wtedy można sporządzić protokół likwidacji. Prawdziwe pieniądze zarabia się tylko na drogich, słomianych (twórczych) inwestycjach. Teraz koniaczek. Podwójny – stać nas. Mniejsza o twórców, byleby tylko byli.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s