Kongres Kultury miał wyjść inaczej

obywatele-kultury-kongres_editedJedni uznali go za sukces, inni nazwali czczą gadaniną. Ale chyba nikt nie myślał, że tak hucznie zapowiadany Kongres Kultury 2016 przyniesie całkiem inne rekomendacje od tych, jakich się można było na początku spodziewać. Mnie najbardziej interesowały zagadnienia dotyczące kondycji instytucjonalnego wymiaru zarządzania i upowszechniania kultury. Z tej perspektywy podczas tego zgromadzenia doceniono wagę zagadnień, niedostrzegalnych dla kongresu z 2009 r. O ile w ostatniej dekadzie widać było postępy w rozwoju publicznego sektora kultury, tak na kongresie można było odnieść wrażenie, że ten właśnie sektor dotyka jakaś niewytłumaczalna stagnacja. Przy czym sama kultura ma się nieźle – mimo trudności rozwija się niezależnie od systemu wsparcia instytucjonalnego.

No właśnie… rozwija się szybciej od instytucjonalnego systemu (samorządowego i państwowego), który ma za zadanie ją wspierać w tym rozwoju. Być może to zagadnienie na następny kongres?

Czarny scenariusz zawłaszczenia kongresu i wykorzystania go do celów politycznych się nie ziścił. Żałosny protest artystów na schodach Pałacu Kultury i Nauki niemalże pozostał niezauważony w środku obrad. Ciężkie i przeintelektualizowane otwarcie z pierwszego dnia jakoś zostało zamortyzowane podczas paneli dyskusyjnych w następnych dniach. To właśnie one, niezależnie od formy tzw. stolików tematycznych stały się jego duchem. Nareszcie edukacja została dostrzeżona i nadano jej właściwą rangę. Uwidocznił się potencjał animatorów kultury mogący być wykorzystany do wkluczania w życie społeczne kraju uchodźców i imigrantów. Została uwydatniona potrzeba upodmiotowienia pracowników publicznych instytucji kultury, zredukowania absurdów prawnych i organizacyjnych dotyczących funkcjonowania publicznego sektora kultury. Mówiono o konieczności podniesienia jakości pracy w instytucjach, zorientowania na nowe technologie. Dostrzeżono wreszcie widza, uczestnika, klienta.

Kongres w moim przekonaniu został zdominowany poszukiwaniami inspiracji i uświadomioną koniecznością wzięcia się do solidniejszej roboty bez oglądania się na żadne polityki kulturalne i pohukiwania rządzących. A to wszystko bez górnolotnych romantycznych uniesień i pomimo usilnego imputowania przez co bardziej krewkich kulturystów wojennej retoryki. Chyba już nikt się nie łudzi, że jakakolwiek opcja polityczna kiedykolwiek coś bezinteresownego dla kultury uczyni, bez ingerencji w jej autonomię. Za to trzeba mieć świadomość, że zawsze może być gorzej.

Kongres nie wprost, ale jednak w jakiś sposób wskazał, że rozwiązania ważnych dla ludzi kultury problemów leżą na dole, w nas samych. Poczynając od pracy nad sobą, kończąc na postawach (vide wypowiedź Maciej Strzembosza na temat Obywateli Kultury – wideorejestracja z 7 października: 4godzina:36 minuta nagrania). Tak jak został oddolnie zorganizowany, tak od dołu powinna iść zmiana na lepsze. Dopiero wtedy – zdaje się – można oczekiwać dobrego zwrotu, jeśli chodzi o jakość stanowionej polityki kulturalnej czy polityki w ogóle.

Ci, co oczekiwali od kongresu głośnych manifestów, głosów oburzenia, nawoływania do walki i protestów, musieli się srodze zawieść. W zapowiedziach kongres właśnie tym miał się skończyć, a wyszło… jak trzeba.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s