Kącik Dobrych Przypadków – reaktywacja. Wzorcowe centrum animacji kultury istniejące naprawdę.

Lubujemy się w rankingach. Jakiś czas temu w tygodniku „Polityka” opublikowany został ranking dwudziestu najbardziej wpływowych osobistości kultury polskiej, w którym oprócz redystrybutorów państwowych funduszy na kulturę z samym ministrem na czele pojawili się i szefowie „uchodzący za sprawnych menedżerów”. Interesujące są kryteria wyboru, w których wiele to tak zwane kryteria niewymierne, jak chociażby pozycja środowiskowa. Żadna to jednak nowość. Menedżerowie kultury rzadko kiedy oceniani są na podstawie przejrzystych i wymiernych kryteriów – częściej podstawę takiej oceny stanowią układy towarzyskie, ploteczki, nadepnięte odciski lub dobrze wsmarowana wazelinka, że o „relacjach biznesowych” nie wspomnę. Nie zmieniają tego nawet coraz częściej stosowane kontrakty menadżerskie w kulturze. Kryteria wspomnianego rankingu „Polityki” mogą więc być świetną propozycją uzupełniającą tzw. kryteria wymierne, jeśli o pomiar jakości pracy menedżerów kultury chodzi.

Zainspirowany rankingiem „Polityki” pozwalam sobie powrócić do prowadzonego kiedyś Kącika Dobrych Przypadków, gdzie przy pozorach subiektywnego obiektywizmu, ale jednak jakiejś tam próbie krytycznego przyjrzenia się meandrom menedżerki, chciałbym wskazać takie przypadki sztuki zarządzania w kulturze, które budzą mój podziw i są w moim przekonaniu warte rozpropagowania lub poddania dyskusji. Nie mogąc być sędzią we własnej sprawie, przynajmniej mogę pogrzebać w bebechach instytucji moich kolegów i koleżanek po fachu. Czytaj dalej

Reklamy

Sklep potrzeb kulturalnych – po remoncie, z bogatszym asortymentem.

Ksiądz prof. Józef Tischner zmagając się z chorobą prosił, aby tę książkę czytać mu na głos, żeby mógł się chociaż zdrowo pośmiać. Ty, Szanowny Czytelniku możesz ją zdobyć za free, jeśli zechcesz podzielić się swoimi przemyśleniami na temat zapodany na końcu niniejszego posta.

Sklep-potrzeb_powiekszenie

Czytaj dalej

A jednak! Pole kultury poszerza się…

Od kilku lat na rozmaitych kongresach kultury, seminariach i spotkaniach poświęconych rozwojowi kultury, a ściślej jej oddziaływaniu na zmianę społeczną, pojawiały się wskazania na pewne pola aktywności społecznej, gdzie wcześniej kultury nie widziano, a dziś bywa tam motorem przemian. Były to jednak przypadki – zdawało się – sporadyczne. Dopóki ktoś się wnikliwie nad tematem nie pochylił i zebrał to wszystko do kupy.

Pod koniec ubiegłego roku gdański Instytut Kultury Miejskiej przeprowadził szeroko zakrojone badania w poszukiwaniu poszerzonego pola kultury i… okazało się, że demokracja kulturalna rozwija się bardzo dynamicznie i wielotorowo. Kultura przestaje być li tylko zastrzeżonym obszarem dla wybrańców z wyboru. Staje się narzędziem zmiany społecznej, stosowanym na coraz szerszą skalę i w coraz to nowych obszarach życia, choć nie bez pewnych przeszkód. Czytaj dalej

Sojusz biznesu z kulturą?

Dyskont spożywczy Biedronka w środowisku ludzi kultury jest synonimem „życia po życiu” tych placówek animacji kultury, kin i świetlic, które „upadły” w wyniku wypuszczenia ich na wolnorynkowy samopas.

Tymczasem udając się krajową „jedynką” z południa kraju na Wybrzeże, mniej więcej na wysokości Włocławka można zobaczyć takie „cuś”. Będąc bezgranicznym piewcą sojuszy biznesu ze sztuką, patrząc na ten obrazek zaczynam się zastanawiać nad granicami bezgraniczności:-)

 

Stan wojenny to, czy zabawa?

Jakiś czas temu, spacerując w południe po centrum Moskwy, zazwyczaj niemiłosiernie zatłoczonym o tej porze, natknąłem się na opustoszałe ulice. Im bliżej Kremla, tym bardziej zapełniały się ludźmi w milicyjnych i wojskowych uniformach:

Pewnie wybuch w metrze, pomyślałem. Może inny zamach, może konsekwencje prowadzenia wojny w Czeczenii… A może idą wybory, a może protesty społeczne. Może lepiej nie iść dalej…

Okazało się, że nie. To tylko Święto Moskwy!

Zabawa, imprezy, wódka swojska, tańce, hulańce i swawole. Z jednej strony, polscy organizatorzy wydarzeń kulturalnych mogą tylko pomarzyć o takiej ochronie i zabezpieczeniu imprezy masowej, z drugiej… zastanawiam się, ilu potencjalnych uczestników zabawy zrejterowało na widok tak widocznej ochronyJ

Polecam uwadze naszych rodzimych organizatorów dni miast, którzy rosnące koszty zabezpieczenia imprez masowych chcą zrekompensować zaangażowaniem wojska i policji.

PRawdziwy PR powinien nazywać się inaczej

Tygodnik „Polityka” ganiony był wielokrotnie przez branżę PR za jej oczernianie, wypaczanie istoty rzeczy public relations, wreszcie za deprecjonowanie samego terminu PR. Praktycznie rzecz zaczęła się od bulwersującego artykułu Agnieszki Rybak  „Wybielamy, przyczerniamy” sprzed prawie 8 lat, w którym to branża została przedstawiona mnie więcej tak: „W tym fachu nie ma sentymentów. Granic nie do przekroczenia, chwytów niegodnych zastosowania. Nie ma zasad prostych i jasnych, których naruszenie pociągałoby za sobą jakiekolwiek konsekwencje. Mowa o branży public relations. Pojawiła się wraz z wolnym rynkiem i ciągle nie ma polskiej nazwy. Dorobiła się za to: złej sławy, niezdrowych wpływów w mediach i dużych pieniędzy”.

Ten kontrowersyjny artykuł mocno poruszył wówczas środowisko PRowców mniej lub bardziej słusznie, „Polityka” zaś zyskała złą sławę w branży. Przez tych kilka lat na łamach tygodnika termin PR pojawiał się wielokrotnie – najczęściej w kontekście manipulacji, marketingu politycznego, wyborów i ogólnie szemranych interesów. Podobnie zresztą branża przedstawiana jest dziś w innych mediach. PRowcy to widzą, na kongresach branżowych zastanawiają się, dlaczego kojarzeni są ze „sprzedajnymi szmatami”. Sęk w tym, że nie ma tu zastosowania powiedzenie, iż „szewc bez butów chodzi”. Raczej to, że „PRoduct is not magic”. Czytaj dalej